Czy rzeka może być kroniką miejsca? Czy historię regionu można opowiedzieć przez losy pojedynczych ludzi? I czy literatura potrafi odnaleźć dobro tam, gdzie doświadczenie wykluczenia, samotności i utraty wydaje się nie do przezwyciężenia? Podczas kolejnego festiwalowego wieczoru pytania o pamięć, historię i ludzką wrażliwość wybrzmiały w dwóch odmiennych, ale zaskakująco bliskich sobie spotkaniach.
Na te pierwsze pytania odpowiedziała Grażyna Bochenek, autorka książki „San, rzeka która łączy. Rzeka, która dzieli”. San to nie tylko meandrująca, wijąca się niczym wąż rzeka, to świadek dramatycznych ludzkich losów. Do napisania biografii Sanu zachęcił autorkę Sławomir Rusin, redaktor naczelny Wydawnictwa WAM, uważając, że rzeki są wdzięcznym i niedocenianym tematem. W zamierzeniu miał to być taki rodzaj narracji, w której mogłyby wybrzmieć opowieści o losach ludzi wplecionych w historię. Siłą sprawczą, by rzetelnie je przedstawić, była dziennikarska ciekawość i dociekliwość badawcza autorki. Dawniej ludzie, którzy zamieszkiwali tę ziemię, byli po prostu „tutejsi”, bo mieszkały tu różne nacje, m.in. polska, ukraińska, bojkowska i żydowska. Te odmienne narodowości łączyło wspólne doświadczenie wojny, wygnania, utraty swojego miejsca na ziemi, a następnie konfrontacja z przeszłością i dawnymi sąsiadami.
To były niezwykle trudne doświadczenia, ale właśnie na nich warto budować porozumienie. Historia zostaje zapamiętana przez różnych ludzi inaczej, bo każdy zapamiętuje po swojemu – tłumaczyła Grażyna Bochenek.
Traumy wojenne i zapamiętane krzywdy do dzisiaj wzbudzają lęk, co sprawia, że kwestie polsko-ukraińskie są nadal napięte i nie pozwalają na prawdziwe porozumienie. Grażyna Bochenek podkreśliła, że ta książka została napisana właśnie po to, aby znaleźć te punkty wspólne. Jako przykład podała pracę zespołową przy odnowieniu cmentarza czy działania Fundacji Folkowisko.
To książka, która daje nadzieję – podsumowała Dorota Woźnica, prowadząca spotkanie.
Kolejnym wyczekiwanym gościem wieczoru był Jarosław Mikołajewski, pisarz, poeta, dramaturg, tłumacz, autor docenianego tomu „Dobroć i nawłoć”. To słowo „dobroć” wyznaczyło główną oś tematyczną rozmowy z poetą, a także poszukiwanie empatii, czułości i ludzkiego dobra w obliczu trudów współczesnego świata. Rozmowa, którą moderowała Barbara Sokołowska, dotyczyła też lęku przed wykluczeniem, nietrwałości ludzkiego życia, starości oraz tego, jak poezja i wczucie się w drugiego człowieka mogą łagodzić ludzką samotność. Pisarz podkreślił znaczenie słowa „cortesia”, oznaczającego grzeczność, uprzejmość, kurtuazję. Ubolewał nad jego utratą w życiu codziennym. W odniesieniu do uchodźców wyjaśnił następnie, czym jest wykluczenie w kontekście jego twórczości i literatury światowej. W jego poezji nawłoć staje się figurą ludzi, których nikt nie chce. Wspomniał o doświadczeniu bycia nikim w „Odysei” i tekstach Krzysztofa Karaska. Pisarz przyznał, że język i literatura włoska fascynują go od zawsze, a szczególnie Carlo Collodi, który dla Mikołajewskiego pozostaje pisarzem niedoścignionym, z jego znakomitą powieścią „Pinokio”.
Oba spotkania, choć prowadziły w różne strony – ku pamięci miejsca i ku poezji – spotkały się w jednym punkcie: w opowieści o człowieku. O tym, co nas dzieli, ale także o tym, co pozwala odnaleźć wspólny język. Bo czasem historia zapisana jest w nurcie rzeki, czasem w wierszu, a czasem w prostym geście uprzejmości. Warto tylko zatrzymać się na chwilę i posłuchać.
Spotkania odbyły się 29 września 2026.
Partnerami Festiwalu są: I Liceum Ogólnokształcące im. Króla St. Leszczyńskiego w Jaśle, Młodzieżowy Dom Kultury w Jaśle, Ośrodek Edukacji Ekologicznej w Ożennej.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.





















